Wiosną 2014 zobaczyłem na Instagramie wideo Chrisa Jonesa jeżdżącego na desce po ulicach Ramallah, miasta położonego na Zachodnim Brzegu okupowanych palestyńskich terytoriów. Oglądając wideo parę rzeczy od razu przyszło mi do głowy. W kontekście operacji Ochronny Brzeg, która w pewnym momencie zdominowała media i moje myśli, byłem zaskoczony i też w jakimś sensie poczułem się lepiej, kiedy zobaczyłem, że skateboarding – sport, który sprawił, że poczułem się częścią społeczności, i który ukierunkował moją (czasem negatywną) energię – był obecny w miejscu, o którym zwykle się mówi przez pryzmat wojny, konfliktu i beznadziei.


Chirs Jones był wtedy wolontariuszem organizacji SkatePAL w Ramallah, a ja od razu chciałem się dowiedzieć więcej o tym projekcie. Charlie Davis, który swoją młodość przejeździł na desce na Bristo Square w Edynburgu, zainicjował SkatePAL po wizycie w Jenin, gdzie uczył angielskiego. Zabrał tam swoją deskę i jeżdżąc na niej po mieście wywołał zainteresowanie wśród lokalnych dzieciaków, które nigdy nie widziały czegoś takiego. Charlie zauważył, że lokalne dzieci są zainteresowane skateboardingiem. I tak przez następne lata jego pomysł na założenie fundacji zaczął nabierać kształtu.


Polityczny kontekst tego geograficznego obszaru jest dosyć skomplikowany, nie jest to więc ani prosty, ani oczywisty projekt. Konflikt izraelsko-palestyński ma długą i skomplikowaną historię i jest czymś czego nie sposób by było opisać nawet w 100,000 słowach, nie mówiąc o tym krótkim artykule. Dla Charliego i jego fundacji ten kontekst polityczny będzie zawsze obecny,  ale nie wpływa na pracę fundacji.

Po pobycie w Palestynie, Charlie wrócił do Wielkiej Brytanii i zapisał się na magisterkę z Arabistyki. Często wtedy wracał na Zachodni Brzeg, zabierając przyjaciół ze studiów. Kiedy skończył kurs, wrócił do Palestyny z trójką wolontariuszy i zbudował parę przeszkód i rampę w domu młodzieżowym w Ramallah. Latem 2013 i wiosną 2014 grupa dawała lekcje skateboardingu dzieciom z Ramallah i okolic. Wiosną 2014 SkatePAL rozrósł się jeszcze bardziej i Charlie wraz z grupą 20 wolontariuszy zbudował jeszcze jedną mini-rampę w Ramallah i skatepark w Zebabdeh.


Tej wiosny Charlie i wolontariusze zbierają pieniądze na kolejny park i sfinansowanie zajęć dla dzieci z Asria al Shamalyia w Nablus. Spotkałem się z nim, żeby porozmawiać o pracy fundacji i skateboardingu, i o tym co powoduje, że wydaje się on mieć bardzo pozytywny wpływ w tym właśnie regionie świata.

Zeb+Aram Zeb+Small Zeb+Volcano

Dani Abulhawa: Istnieje na pewno wiele powodów, żeby założyć fundację skupiającą się na jeździe na deskorolce; wiele osób uważa skateboarding za pozytywny sport, który wiele daje na płaszczyźnie osobistej i społecznej. Więc, zacznę od pytania, dlaczego Skateboarding?


Charlie Davis: 
Jest w tym sporcie coś, czego nie ma w innych sportach. Możesz jeździć sam, z innymi ludźmi, i nie chodzi wcale o to, kto jest lepszy. Będziesz widział oczywiście jak innym idzie, oni też to w twojej jeździe zauważą. Ale to nie zawody i tak naprawdę, testujesz tylko własne możliwości. Spotkałem mnóstwo ludzi na mojej desce, szczególnie teraz, kiedy dużo podróżuję. Kiedy jeździsz sporo, spotykasz nowych ludzi i nie ważne jest skąd pochodzą; myślą podobnie, bo też jeżdżą.


Wasz pierwszy skatepark powstał w Ramallah. Jakie to miasto, jak to się stało, że to właśnie tam rozpoczęliście wasz projekt SkatePAL?


Ramallah jest raczej małym miejscem. Tak po prawdzie to dwa połączone miasteczka. Mimo tego, że jest małą aglomeracją, jest kulturalną stolicą West Banku. Kiedy przejdziesz granicę z Jeruzalem, jest pierwszym większym miastem po drodze. To tam mają muzykę, imprezy i takie rzeczy. Więc jest to najbardziej, w jakimś sensie, liberalne i otwarte miejsce w tym regionie i to właśnie tam znaleźliśmy już jeżdżących skaterów. Zobaczyłem Ramallah jako społeczne i kulturalne centrum i pomyślałem, że to będzie dobre miejsce na start. Zacząłem szukać czegoś w rodzaju domu kultury dla młodzieży i pomyślałem, że możemy też zacząć działać w innych miejscach.

 

Czy skaterzy z Ramallah opowiadali o tym, co zainspirowało ich do jeżdżenia?

To była dwójka skaterów, którzy zaczęli około dwa miesiące wcześniej zanim przyjechałem. Postanowili spróbować po tym jak zobaczyli amerykańskiego skatera, który przyjechał na West Bank rok przede mną. Oglądali też wideo online, np. Ryana Shecklera, i innych słynnych amerykańskich skaterów, którzy służyli im za przykład.

 

Paru wolontariuszy wspomniało o przyjemnym tempie życia w Ramallah,  jakie są Twoje wrażenia?

Tak, na pewno tempo życia jest wolniejsze, spokojniejsze. Jeśli pójdziesz do sklepu, właściciele sobie siedzą, popijają herbatę i rozmawiają. Nie ma presji, żeby coś zrobić. To bardzo “insha allah” – „zobaczy się”, „może jutro, może za tydzień”. Co, jeśli akurat potrzebujesz coś załatwisz, może być irytujące.

Ramallah+2+Small Ramallah+1+Small Islamic+Club+5.0

Jak bardzo Zebabdeh – miejsce, gdzie zbudowaliście Wasz drugi park – różni się od Ramallah?

Jest bardzo mały. To wioska, praktycznie jedna główna ulica. Nie mieszka tam dużo ludzi, nie za dużo się dzieje. Więc jedyne miejsca, gdzie można wyjść to basen, miejsce z grami wideo i parę kawiarni. Z tego co mi opowiadano, skatepark ciagle jest oblegany przez dzieciaki z Zebabdeh i okolicznych wiosek i miasteczek. To raczej mały park, około 260 metrów kwadratowych, ale i tak daje frajdę. Średnio jeździ się po ulicach, bo nie ma po czym. Można jechać do Jenin, większego miasta, ale tam z kolei są prawie same domy, nie ma przeszkód. Niektóre miejsca takie jak Hebron, Bethlehem czy Ramallah mają więcej przeszkód do jeżdżenia, większy potencjał.

 

Jak wyglądał proces projektowania skateparków?

Współpracujemy z wolontariuszami, którzy chcą się w ten proces zaangażować. Spotkaliśmy się w Londynie na początku roku i wypracowaliśmy projekt. Zapytaliśmy dzieciaki podczas poprzedniej budowy jakie przeszkody chciałyby mieć w parku i tak dowiedzieliśmy się, że chcą schodów i poręczy. Chcieliśmy to dla nich zrobić. Wstępny projekt wysłaliśmy do Gravity Skateparks, organizacji, która sprawdza, czy wszystkie odległości i przeszkody będą nadawać się do jeżdżenia. Później oddaliśmy gotowy projekt w ręce czwórki najbardziej doświadczonych budowlańców w naszym zespole, którzy też jeżdżą na deskach. Więc, na przykład, pracujemy z Benem i Adamem, którzy pomogli zbudować w Indiach skatepark sfinansowany przez Levisa, i jeszcze z inną dwójką, która robi sporo mniejszych budowlanych prac. Trochę też improwizujemy na miejscu.

 

W jaki sposób lokalna społeczność uczestniczy w projektowaniu skateparków?

Ludzie ogólnie nie mają pojęcia o skateparkach, trudno by ich było włączyć w proces projektowania. Ale, pracując nad poprzednim parkiem, rozmawialiśmy wcześniej z dziećmi o rzeczach jakie one chciałyby mieć w skateparku. Następny park, który zbudujemy będzie miał też fragment ulicy do jeżdżenia. To nie jest skomplikowany park, ponieważ ma być dla dzieciaków, które dopiero zaczynają jeździć. I oczywiście za drogo zbudować jest coś ogromnego. Idealnie, dzieciaki zaangażują się w proces, kiedy nabiorą więcej doświadczenia.

 

Jak już skończycie budowę, jak to wygląda?

Oddajemy wtedy kontrolę w ręce szkoły albo organizacji, z którą go zbudowaliśmy i oni nim zarządzają. Czasem pobierają małe opłaty za użytkowanie parku – jeden shekel na przykład – i też o niego dbają.

 

Wolontariusze pochodzą z całego świata – jak taka mieszkanka ludzi współpracuje ze sobą?

Nasi wolontariusze pochodzą z Wielkiej Brytanii i Irlandii, ale mamy też paru z Australii, Ameryki, Norwegii, Niemiec i Francji. Dosyć szeroka grupa ludzi. Myślę, że to zdrowe mieć jak najbardziej różnorodną grupę, jak to możliwe, wtedy nie myślisz o skateboardingu tylko w jeden określony sposób. Tworzy się wtedy więcej ciekawych przeszkód do jeżdżenia, ludziom podobają się inne elementy skateboardingu. Niektórzy wolą jazdę po ulicy, inni po ramie, inni po poręczach, to naprawdę fajna zabawa pracować z nimi wszystkimi, poszerza to horyzonty.

 

Oczywiście Ty mówisz po arabsku, ale czy trudno jest komunikować się z dziećmi, które angażują się w SkatePAL?

Dla mnie, nie będącego aż tak płynnym, ale wystarczająco dobrym, żeby się komunikować, język nie jest problemem z dziećmi. Problem zaczyna się jak trzeba ogarnąć grupę, szczególnie chłopców, szybko zaczynają bójki. Dziewczyny się dobrze zachowują, ale chłopcy robią co im się żywnie podoba. Nawet pracując z kimś lokalnym, trudno ich kontrolować. Wszyscy chcą jeździć. Jeśli masz 30 dzieci, to trudne. Dlatego mamy zajęcia dla ośmiu osób na zmianę, więcej nauczycieli, mniejsze grupy. Naszym celem jest nauka około 50 osób. Jeśli to miało by być 200 osób, można by każdego nauczyć tylko trochę, ale nikt by nie robił postępów. Jeśli uczysz 50 dzieci każdego dnia, po miesiącu robią się dosyć dobre w jeżdżeniu i mogą uczyć innych.

 

Zgaduję, że jest to dosyć ważne w skateboardingu, uczenie się jak jeździć jako część grupy?

Tak, to ogólnie nie jest sport, którego uczy się na zajęciach, ale raczej obserwując innych ludzi. Można też oglądać wideo online i patrzeć na triki, ale najczęśniej uczysz się próbując, patrząc co robią inni i powtarzając. Tutaj (w UK) mamy ludzi, którzy są naszym wzorem i których możemy kopiować.  W miejscach, gdzie to wszystko jest nowe, nie ma czegoś takiego, potrzeba ludzi, którzy wiedzą co robią. Dlatego ważne są nasze regularne wypady do Palestyny. W następnym roku, cztery czy pięć osób wróci do Nablus na parę tygodni, żeby uczyć, później Zebabdeh na tydzień i Ramallah, żeby co parę miesiący był tam ktoś kto pomaga się dzieciom rozwijać.

Co decyduje o tym, że ktoś jest dobrym nauczycielem skateboardingu?

Musisz być cierpliwy. To jest tak, jak z każdym rodzajem uczenia. Nie musisz mieć specjalnych umiejętności, ponieważ uczysz dzieci po prostu jeździć na desce, jak omijać przeszkody, skręcać; one obserwują i uczą się od ciebie, powtarzają. Czasem pomaga tłumaczenie co robisz po arabsku, więc kiedy tam będziemy następnym razem, napiszę na kartce parę zwrotów i wolontariusze mogą ich później używać. Nie potrzeba wiele, głównie cierpliwości, żeby poradzić sobie z grupą 10 głośnych dzieciaków.

http---coresites-cdn.factorymedia.com-sidewalk-wp-content-uploads-2015-08-SkatePAL5

Jak myślisz, co jeżdzenie daje dzieciom?

Myślę, że coś w rodzaju niekończącego się wyzwania, ale w pozytywnym sensie. Ludzie, którzy lubią rozwiązywać problemy i uczyć się nowych rzeczy, szybko odkryją, że zawsze moża się czegoś nowego nauczyć w skateboardingu; na przykład w piłce nożnej proces jest zupełnie inny. No i samo jeżdżenie, przemieszanie się, jest przyjemne.  Jest coś fajnego w poruszaniu się z pewną prędkością, płynięciu w przestrzeni. Tak, ta idea surfowania po chodnikach, używanie powierzchni trochę inaczej. Najlepszą rzeczy w skateboardingu jest umiejętność manewrowania w miejskiej przestrzeni.

 

Jakie są twoje najlepsze wspomnienia z SkatePAL?

Prawdopodobnie najlepszy był okres, kiedy zbudowaliśmy pierwszą mini-rampę w Ramallah – jest już teraz zburzona. Razem z bratem i dwójką przyjaciół poszliśmy po raz pierwszy budować SkatePAL, mieliśmy plany z internetu, nigdy tego nie robiliśmy. Ale nie było to trudne. Przez miesiąc uczyliśmy lokalne dzieci i fajnie było obserwować jak coraz lepiej sobie radzą. Byłem wtedy zaangażowany w konstrukcję i uczenie każdego dnia, teraz nie jestem. Siedzę przed komputerem i rozwiązuję problemy. Byłoby super gdybym mógł uczyć i budować, niesamowite jest to ile mamy pracy papierkowej!

 

Dlaczego rampa została zburzona?

Napisałem do domu kultury w Ramallah, a oni wykazali zainteresowanie tym, żebyśmy przyszli i zbudowali rampę; mówili, że mają miejsce. No więc tak się stało, ale mieliśmy dużo problemów z nimi i w końcu nam powiedzieli, że oni nie są właścielami ziemi i moją odpowiedzią było to, że to będzie duży problem. Jeden z dzieciaków złamał sobie rękę jeżdżąc i rodzice złożyli skargę do domu kultury. Oni z kolei odpowiedzieli, że to nie oni są odpowiedzialni, bo nie są właścielami ziemi. A ludzie, którzy byli właścicielami nie chcieli mieć problemów i zburzyli park. Nic mi nawet o tym nie powiedzieli, po prostu to zrobili i wszystkie deskie zostały ukradzione.

Ten projekt jest inny, po raz pierwszy czuję, że pracuję z kimś, kto będzie dobrym partnerem. Polityka NGO na Zachodnim Wybrzeżu jest okropna. Każdy chce wszystko zagrabić dla siebie i promować tylko swoją organizację. Idea pomagania sobie wzajemnie, szczególnie między palestyńskimi NGO, jest im obca. Myślę, że to częściowo wina tego, że dużo ludzi przyjeżdża zewnątrz i mówi “my wam pomożemy”, jest to dosyć protekcjonalne.

 

Musi być trudno pracować w takich warunkach?

Tak, na pewno jest sporo brzydkiej polityki. Teraz jest lepiej, bo pracujemy z urzędem w Nablus i oni chcą zrobić coś dobrego dla miasta, i zrobić to dobrze. Mogą zdobyć dla nas ziemię i pomóc ze sprzętem. Jest to o wiele lepsze niż praca z pojedynczymi organizacjami.

 

Jakie masz odczucia, co do budowy nowego parku w Nabulus tej jesieni?


Czuje się o wiele bardziej pozytywnie. O wiele więcej i częściej komunikujemy się z ludźmi z Nabulus. Budujemy też tylko jeden park, w przeszłości myślę, że chcieliśmy zrobić za dużo naraz. Teraz po każdym kolejnym, na pewno jesteśmy bardziej doświadczeni. Najwięcej pięniędzy potrzebnych do budowy pochodzi ze zbiórek, współpracujemy więc z dużo większą ilością ludzi i to jest dobre, atmosfera jest lepsza i mamy więcej rąk do pracy.


W ostatnich latach powstało sporo podobnych organizacji promujących skateboarding. Dlaczego fundacje takie jak Skateistan, All Nations, Bedouins, itd. decydują się promować skateboarding w strefach konfliktów?

Myślę, że jak jedna osoba coś robi i to działa, inni to chcą powtórzyć. Wiadomo, dla każdej organizacji, działać będzie coś innego, zależy co chcą osiągnąć. Ale też wszyscy pracujemy na to, żeby tym dzieciom żyło się lepiej.



Co starsze generacje myślą o skateboardingu? Dzielili się z Tobą swoją opinią?

Słyszałem same pozytywne. Spodziewałem się usłyszeć coś w rodzaju, „dlaczego wprowadzasz u nas ten amerykański sport”? Ale większość ludzi nie widziała nigdy deski, raczej pytają “co to” i nie wpada im do głowy irytować się z tego powodu. Widzą też dzieci na deskach i sami chcą spróbować. Nie zawsze zachęcamy 60-latków do skateboardingu, ale oczywiście to nie tylko sport dla dzieci. Wiadomo, to dzieci głównie chcą jeździć i kiedy jesteś młody, mniej możesz siebie uszkodzić. Naprawdę, bardzo pozytywnie to odbierają.

 

Co mogą zrobić chętni do zaangażowania się w SkatePAL?

Zawsze szukamy osób, które chcą jakoś pomóc, możecie nam wysłać maila na skatepal@yahoo.com. Jeśli będziemy mieć wystarczająco dużo pieniędzy, zbudujemy następny park prawdopodobnie we wrześniu czy październiku. Będziemy organizować wyjazdy dla ludzi, żeby uczyli na miejscu i jesteśmy otwarci na współpracę ze skaterami z Palestyny, jeśli chcieli by zamówić deski i otworzyć swój własny biznes na miejscu. Ponieważ, kiedy się to stanie, powstanie niezależna, lokalna scena, która się będzie sama kręcić.

 

Jakie są plany na przyszłość dla SkatePAL?

Wiem, że SkatePAL nie będzie funkcjonował tylko w Palestynie, chciałbym, żeby wspierał powstające dopiero środowiska skateboardingowe w innych częściach świata. Zbiórka pieniędzy planowana jest na koniec sierpnia w Manchesterze podczas „Weekend in the City” (weekend w mieście). Więcej szczegółów wkrótce. Możecie też znaleźć więcej informacji na naszej stronie internetowej i Facebooku.

Wstęp i wywiad: Dani Abulhawa

Wywiad ukazał się w https://sidewalkmag.com

Tłumaczenie: Redakcja