Mam takie wspomnienie. Remiza, zerówka, scena, ja ubrana w czerwoną sukienkę śpiewam ‚Zuzię lalkę niedużą’. Dwadzieścia lat później siedzę w londyńskiej kawiarni, gdzie przygotowuję setlistę na nadchodzący koncert, i dochodzę do wniosku, że tak naprawdę to niewiele się zmieniłam od tamtego czasu. Czerwony to mój ulubiony kolor, muzyka jest moją największą pasją i wysoka też nie jestem. Kilka dni temu minęły cztery lata mojego pobytu w Londynie. I chciałabym się Wam przedstawić porzez pryzmat decyzji o wyjeździe do tego miasta.

Późny marzec, St James’s Park, kwiaty dookoła, świergot ptaków umila mi czas. Mój pobyt w Londynie trwa całe trzy godziny, gdyż celem podróży do Anglii jest inne miasto i urodzinowa niespodzianka dla przyjaciół. Patrzę w niebo, ostatni łyk kawy i pomysł w głowie, a w zasadzie decyzja bez namysłu…

Obronię się, przyjadę i będę uczyć się śpiewu tutaj, w Londynie. Wróciłam do Polski, totalnie przekierunkowana, z planem. Pisanie licencjatu, trzy prace w wakacje i determinacja połączona z brakiem wyobraźni. Bo tak już mam. Jak czegoś bardzo chcę, to nie analizuję. Udało się! Obrona na piątkę, pomimo piątku 13ego o godz. 13tej (każdy w takiej sytuacji byłby przesądny!). I całe trzy dni na spakowanie kilku krakowskich lat.

W poniedziałek żegnam się z jesiennymi plantami, Wisłą, Prowincją. Zabieram trzy walizki, pianino elektryczne kupione od Pana Czecha (nie pamiętam jego imienia) i wsiadam do autokaru, ponieważ był trzy razy tańszy od samolotu. Jadę do Londynu. Miasta, w którym wszyscy piją dużo kawy.

Podróż trwa ponad 20 godzin, jest to najdłuższa doba w moim życiu. Nie umiem spać w autobusie, więc nie śpię. Zaprzyjaźniam się z energiczną 80-­latką, która na pożegnanie wyściska mnie 5 razy oraz podaruje mi bransoletkę ze sztucznego złota i opakowanie próżniowo pakowanej szynki. Niezły początek, myślę sobie. Choć raczej nie jadam mięsa i noszę tylko srebro, ale… czas na zmiany!

Czerwony autobus Mam takie wspomnienie. Remiza, zerówka, scena, ja ubrana w czerwoną sukienkę śpiewam 'Zuzię lalkę niedużą'.Dwadzieścia lat później siedzę w londyńskiej kawiarni, przygotowuję setlistę na nadchodzący koncert dochodząc do wniosku, że tak naprawdę to niewiele się zmieniłam od tamtego czasu. Czerwony to mój ulubiony kolor, muzyka jest moją największą pasją i wysoka też nie jestem. Kilka dni temu minęły cztery lata mojego pobytu w Londynie. I na początek chciałabym się Wam przedstawić przez pryzmat decyzji o wyjeździe do tego miasta. Późny marzec, St James's Park, kwiaty dookoła, świergot ptaków umila mi czas. Mój pobyt w Londynie trwa całe trzy godziny, gdyż celem podróży do Anglii jest inne miasto i urodzinowa niespodzianka dla przyjaciół. Patrzę w niebo, ostatni łyk kawy i pomysł w głowie, a w zasadzie decyzja bez namysłu... Obrona, przyjeżdżam i będę uczyć się śpiewu tutaj, w Londynie. Dodam tylko ze byłam na ostatnim roku Wiedzy o Teatrze i oczekiwania świata wobec mnie były trochę odmienne. Wróciłam do Polski, totalnie przekierunkowana, z planem. Pisanie licencjatu, trzy prace w wakacje i determinacja połączona z brakiem wyobraźni. Bo tak już mam. Jak czegoś bardzo chcę, to nie analizuję. Udało się! Obrona na 5, (pomimo piątku 13ego o godz. 13tej, każdy w takiej sytuacji byłby przesądny!). I całe trzy dni na spakowanie kilku krakowskich lat. W poniedziałek żegnam się z jesiennymi plantami, Wisłą, Prowincją. Zabieram trzy walizki, pianino elektryczne kupione od Pana Czecha ( nie pamiętam jego imienia) i wsiadam do autokaru, ponieważ był trzy razy tańszy od samolotu. Jadę do Londynu. Miasta, w którym wszyscy piją dużo kawy. Podróż trwa ponad 20 godzin, jest to najdłuższa doba w moim życiu. Nie umiem spać w autobusie, więc nie śpię. Zaprzyjaźniam się z energiczną 80­latką, która na pożegnanie wyściska mnie 5 razy i podaruje bransoletkę ze sztucznego złota i opakowanie próżniowo pakowanej szynki. Niezły początek myślę sobie. Choć raczej nie jadam mięsa i noszę tylko srebro...ale czas na zmiany! Jestem w Londynie. Ogrania mnie atak paniki. (To myślę w związku z brakiem zdolności analizy). Czekam na dawnego znajomego, z którym dzieliłam niegdyś miłość do Dżemu (zespołu) i któremu tak jak mnie, nigdy nie udało się dobrnąć do końca 'Idioty' Dostojewskiego. Idę na krótki spacer i próbuję odnaleźć miejsce spotkania. Nie ten przystanek, nie ta ulica, nie mam mapy. Ale w końcu jakoś się udaje. Marcin to jedyna osoba, jaką znam w tym mieście. Dźwiga pianino, ja walizki. Wsiadamy do czerwonego autobusu i myślę sobie, co się teraz będzie działo. A kilka lat później piszę artykuły, pracuję nad płytą i planuję podróż na Alaskę. I mówię Wam, marzenia się spełniają! Zakończenie: nadal śpiewam, czerwony to mój ulubiony kolor, najchętniej zakładam sukienki.

Jestem w Londynie. Ogrania mnie atak paniki. (Związany ze wspomnianym brakim zdolności analizy). Czekam na dawnego znajomego, z którym dzieliłam niegdyś miłość do Dżemu (zespołu) i któremu tak jak mnie, nigdy nie udało się dobrnąć do końca ‚Idioty’ Dostojewskiego. Idę na krótki spacer i próbuję odnaleźć miejsce spotkania. Nie ten przystanek, nie ta ulica, nie mam mapy. Ale w końcu jakoś się udaje. Marcin to jedyna osoba, jaką znam w tym mieście. Dźwiga pianino, ja walizki. Wsiadamy do czerwonego autobusu i zastanawiam się, co się teraz będzie działo.

Kilka lat później piszę artykuły, pracuję nad płytą i planuję podróż na Alaskę.

I mówię Wam, marzenia się spełniają! Zakończenie: nadal śpiewam, czerwony to mój ulubiony kolor, a najchętniej zakładam sukienki.