Relacja człowieka z materiałami odzwierciedla jego stosunek do świata. Podejrzewamy dziś czy nawet twierdzimy, że człowiek pierwotny tak samo jak my zdolny był podziwiać naturę w jej swoistości i bezinteresownym pięknie. I patrząc na las, nawet jeśli nie umiał go nazwać, widział coś odrębnego w swojej istotowości. Lecz w potrzebie zbudowania schronienia pewnego dnia spojrzał na las ponownie i zobaczył drewno do konstrukcji chaty. To intencja, myśl, że coś zamiast być celem samym w sobie, może stać się środkiem do celu, stoi u źródła koncepcji materiałów. Spojrzenie na świat przez pryzmat potrzeby, jest tym co różnicuje las (fenomen naturalny) od drewna (materiału). Od wieków kreujemy naszą relację z otoczeniem poprzez modyfikowanie go. Poprzez materializowanie go.

Materiał jest jednak dla mnie nieodłącznie powiązany z indywidualnością i jednostkowością. Rewolucja industrialna i jej dzieci uczyniły z materiałów towary, surowiec na sprzedaż, którego celem jest karmienie materią żarłocznych taśm produkcyjnych masowej produkcji. Ludzki aspekt materii i obiektów, rozciąga się więc dla mnie na tym szczególnym terytorium między osobnym istnieniem, nie-materiałem (zanim coś stanie się w naszych oczach z celu samym w sobie – środkiem), a towarem (czymś co nie obchodzi nas w ogóle w swojej istotowości, ale traktujemy go wyłącznie jako narzędzie maksymalizacji zysku).

pexels-photo-91150-large pexels-photo-47421-large

Bardziej pierwotne, bardziej bezpośrednie, bardziej rzemieślnicze, bardziej ludzkie postrzeganie materiałów jest tym, w czym wyczuwam potencjał oryginalnej i krytycznej narracji o dzisiejszym świecie i jego ludzkich mieszkańcach. Piec kaflowy ogrzewający wiejski dom od wielu lat budził wiele emocji, ponieważ był ważnym i niezastępowalnym elementem otocznia w wielu krajach północnej Europy. Współczesny zwykły biały grzejnik emocji zazwyczaj nie wywołuje… Co się zmieniło? Czujemy podskórnie już, że nie tylko nasze podejście do przedmiotów jest inne niż kiedyś – sama dusza tego „grzewczego obiektu” zmieniła się. Dziś nie traktujemy grzejnika jak domownika, ale raczej jak niemego sługę.

Dlaczego według książki „Porąb i spal”, większość z zamożnych nawet Norwegów, wybiera rąbanie i suszenie swojego własnego drewna zamiast kupienia gotowego „produktu”? Bo to właśnie kontakt z indywidualną materią, z tymi a nie innymi klockami brzozy i osiki daje im satysfakcję, poczucie więzi z otoczeniem i rytmem życia. Człowiek, jako integralna część natury, potrzebuje i szuka kontaktu z materią. Wartość pracy i przetwarzania materii daje satysfakcję, której nie daje gotowy obiekt. Praktyki mindfullness, coraz bardziej dziś popularne, mówią chyba o tym, by zamiast haustami pić kawę – nie czując ani smaku samej kawy, ani nie dostrzegając ciężaru, koloru, temperatury kubka -robić z każdej relacji z otoczeniem rytuał. Czyż nie szczęśliwsi są zazwyczaj ludzie, którzy przywiązują się do swojego spranego już ręcznika od mamy i czują radość biorąc go w kolejną podróż, niż ci, którzy nawet nie dostrzegają bieli i miękkości tego hotelowego?

Nasze podejście do materiałów może pomóc nam zrozumieć naszą relację ze światem.

Nasz szacunek, uwaga, którą im poświęcamy – nasze podejście do materiałów może pomóc nam zrozumieć naszą relację ze światem. Jeśli zupełnie nie obchodzi nas, że naszą bluzkę uszyła kobieta, której prawa pracownicze są co rusz łamane, jeśli nie interesuje nas, że cały papier zadrukowywany z naszej firmie pochodzi z niezrównoważonych wycinek lasów, jeśli zaraz po śmierci babci ładujemy jej wszystkie bibeloty, sukienki i meble do śmietnika, bez zatrzymania się na chwilę nad historią tych obiektów, czy nie mówi to coś o naszych relacji ze światem, środowiskiem, z naszymi bliskimi?

Piję kawę z glinianego kubka. Moje biurko porysowane jest flamastrami przez dzieci i wyszczerbione intensywnym użytkowaniem. Stoi na nim malutka przyczepa kempingowa wyszydełkowana przez moją siostrę w prezencie, obok szklanka z wygrawerowanym wzorem w serca podarowana przez koleżankę z pracy oraz trzy kubki z większością niepiszących już przyborów do pisania, których nigdy nie mam czasu albo serca przejrzeć. No i do połowy wyciśnięta maść na suche usta, którą przyjaciółka wcisnęła mi do ręki na przystanku autobusowym, kiedy ostatni raz wyjeżdżałam z Polski, bo było to jedyne co miała w kieszeni. Wiem, że chciała ten nasz moment i poczucie więzi jakoś spontanicznie umaterialnić.

shutterstock_82403593 shutterstock_169338284