Nigeria, Lagos, plaża w roku 1980, a może w 1981. Mam dziesięć lat. Siedzę z rodzicami w czymś, co trochę przypomina polskie kosze. Jest to prowizoryczna konstrukcja z drewna i liści, ale skutecznie chroniąca przed lejącym się z nieba żarem. Ocean Atlantycki jest wzburzony, fale zalewają brzeg, a dzieci miejscowych i mieszkających tu białych wbiegają w nie z impetem, by za chwilę znaleźć się na lądzie z kilogramem piasku w majtkach, w oczach i we włosach.

shutterstock_461467723

Na plaży panuje ruch. Miejscowe kobiety z koszami na głowach oferują owoce, warzywa i słone orzeszki sprzedawane w szklanych butelkach. Mężczyźni zaś wyroby z kości słoniowej, metalu, skóry i drewna. To, co przyciąga moją uwagę, to maski i rzeźby nigeryjskich artystów. Niektóre są bardzo prymitywne, grubo ciosane, toporne; inne idealne w proporcjach, po których widać, że autor ma za sobą jakąś szkołę.

Jeden ze sprzedawców zatrzymuje się przed nami i pomimo naszych sprzeciwów rozkłada kawałek materiału i wykłada swoje skarby: małe i większe figurki, płaskorzeźby, maski, instrumenty i piękną rzeźbę młodej kobiety. Kobieta jest zrobiona z czarnego hebanu. To cenne drewno różnych gatunków drzew rosnących w strefie międzyzwrotnikowej i podzwrotnikowej. Wykorzystuje się je do wyrobu instrumentów muzycznych, mebli artystycznych i w rzeźbiarstwie. Kobieta uchwycona jest z profilu, patrzy gdzieś przed siebie. Ma długie włosy zaplecione w warkocz i nienaturalnie długą szyję. Widzimy tylko jedno nagie ramię, drugie – zdaniem twórcy – najwyraźniej nie jest potrzebne. Wydaje się, że kobieta za chwilę odwróci wzrok i spojrzy nam w oczy.

shutterstock_281477477

Bardzo nam się ta rzeźba podoba, więc zaczynamy negocjacje. Po dłuższej chwili targów kobieta trafia pod nasz nietypowy „parasol”. A dziś stoi w moim warszawskim mieszkaniu. Czasami się zastanawiam, kim był ten rzeźbiarz, czy jeszcze żyje i jakie duchy skrywa w sobie jego dzieło.