Skłamałabym, gdybym powiedziała, że był to głęboko przemyślany i długo planowany projekt, którego temat odnalazłam po miesiącach żmudnych poszukiwań. Zdecydowanie nie. Nie szukałam go, to on mnie znalazł. W pewne niedzielne, sierpniowe przedpołudnie w Eastburne, uroczym mieście na południowym wybrzeżu Anglii, gdzie wybrałam się na moje “jednodniowe wakacje”.

Eastbourne nie było głównym celem moje wyprawy. Miasteczko miało stanowić zaledwie krótki przystanek w drodze do monumentalnych klifów Seven Sisters. Ale po krótkim spacerze brzegiem morza wiedziałam, że nie wyjadę stamtąd, dopóki nie opowiem historii o tym, co tak mocno mnie urzekło. Pierwsze zdjęcie, zrobione na miejscowym molo, stało się początkiem mojej opowieści.

Przebywając w Eastburne nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jest to… miasto starych ludzi. Osoby w podeszłym wieku, których tak niewiele widać na ulicach Londynu, mijały mnie we wszystkich możliwych konfiguracjach. Były pary, przyjacielskie duety, grupy znajomych. Każda z tych osób, poruszająca się jakby w zwolnionym tempie, przepełniona była pogoda ducha i spokojem, które malowały się na jej twarzy. Nie było w nich smutku, ani rezygnacji, które tak często kojarzą się z osobami w podeszłym wieku. Wręcz przeciwnie, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że wielu z nich ma w sobie więcej energii, radości i życia niż niejedna młoda osoba. Widziałam pary przemierzające deptak, wygrzewające się w słońcu lub czytając w ciszy. Obserwowałam ich gesty, sposób, w jaki się ze sobą porozumiewają i byłam wzruszona ich czułością, troską i oddaniem. Byłam wzruszona ich pięknem i godnością. Historia o szczęśliwej starości. Nad brzegiem morza.

zdjęcie Eastburne

zdjęcie Eastburne

zdjęcie Eastburne

zdjęcie Eastburne

zdjęcie Eastburne

Starosc

zdjęcie Eastburne

zdjęcie Eastburne

zdjęcie Eastburne

zdjęcie Eastburne

zdjęcie Eastburne

zdjęcie Eastburne

zdjęcie Eastburne