W połowie lat 90-tych w moim małym mieście pojawił się nowy sklep. Stał w samym centrum, na rondzie koło głównego deptaka i gigantycznego, postkomunistycznego pomnika z betonu. Po drugiej stronie ronda, na zarośniętym placyku młodzież piła piwo z puszek i popalała papierosy.

Sklep zapraszał do środka swoją świeżością. Białe ściany i jasna podłoga były tłem, od którego odbijały się ciepłe, stonowane kolory ubrań: ziemne, pastelowe, ceglane, oliwkowe, beżowe, lawendowe, błękity.

Wchodziłam tam nieśmiale. Przelatywałam palcami po wieszakach, dotykając różnych materiałów. Lniane bluzki, swetry z grubej wełny, miękkie w dotyku szale zachwycały bezpretensjonalnym stylem. Nie było mnie na nic stać, ale sklep miał coś innego do zaoferowania głodnym wrażeń klientkom. Na każdą czekał piękny katalog, który zupełnie za darmo można było wziąć do domu.

Wraz z koleżankami zbierałyśmy je. Chodziłyśmy po kilka razy, żeby mieć parę egzemplarzy. Gładziłyśmy wysokiej jakości papier, nie taki błyszczący i śliski jak w kobiecych magazynach, ale o większej grubości i przyjemnej, lekko chropowatej fakturze. Z zadrukowanych stron wyglądały do nas śmiejące się dziewczyny w czapkach, z długimi szalikami, piegami na nosach i rudymi włosami. Stały na wrzosowiskach, chowały się za drzewami, szły przez pola w słońcu. Wycinałyśmy je i robiłyśmy z nich karteczki dla przyjaciół, albo wieszałyśmy je na ścianach obok suszonych kwiatów.

Nie wiem skąd, ale wiedziałyśmy, że zdjęcia były robione w Kornwalii. Od tamtej pory marzyłam, żeby tam pojechać. Było to w mojej głowie miejsce, gdzie proste wygody zupełnie wystarczają do szczęścia. Widok oceanu kojący oczy, morska bryza zaczerwieniająca policzki, wiatr gwiżdzący po bezdrożach – w takim świecie natura nie tylko daje się odczuć każdemu zmysłowi, ale też rządzi rytmem życia.

Około 15-ście lat później dalej rozmarzona chodzę do sklepów. Dotykam różnych materiałów i odkładam je z powrotem. Tym razem robię to nie z braku kieszonkowego, ale żeby zaoszczędzić na kolejną podróż. W tym roku udało mi się wreszcie odwiedzić Kornwalię…

1

Było dokładnie tak jak sobie ją wyobrażałam. Podczas kilkudniowego pobytu, słońce sprażyło nam twarze, deszcz przemókł ubrania, a wiatr zmroził kości. Odtajaliśmy je gorącą herbatą z mlekiem i słodkimi bułeczkami scones z ciężką, kornwalijską śmietaną i dżemem.

Kornwalia to jedno z najbardziej odległych i surowych miejsc w Wielkiej Brytanii. W lato tłumy turystów zjeżdżają się do artystycznej miejscowości St Ives, za każdym razem licząc na to, że tym razem pogoda jednak dopisze.

Dla mnie Kornwalia to opustoszałe miejsce, gdzie można zgubić się w otwartej przestrzeni wrzosowisk.

2 3 4

To krajobraz wyrzeźbiony przez wiatr i wygładzony przez ocean i deszcz.

5 6

Kornwalia to niezliczona ilość odcieni zieleni…

9 10 11 12

Kornwalia to miejsce, w którym człowiek maleje.