Jeszcze zaspana nalałam mleka do miseczki. Był gorący lipcowy poranek. Dziś miałam urlop i nie musiałam nigdzie się spieszyć. Chrupiąc płatki fitness (chociaż to był urlop, mogłam sobie poluzować), przewijałam news feed na telefonie. Twoje wspomnienie sprzed roku – powiedział m Facebook prezentując zdjęcie, na którym mam opalone nogi i jestem w towarzystwie znajomych, których, być może, już nigdy nie zobaczę. Mieszkają w Chorwacji i Portugalii. Zdjęcie pochodzi z Portugalii właśnie.

Patrzę na zdjęcie, potem na siebie. Rok po jego zrobieniu mam na sobie te same szorty. Ciekawy przypadek. Podłączam dysk zewnętrzny i zaczynam przeglądać archiwalne foldery z podróży. Zdjęć, na których jestem w tych samych szortach naliczyłam ponad 25. Różnią się tylko kraje i miasta: Brazylia, Argentyna, wspomniana Portugalia, Dania (wbrew pozorom miałam wiele okazji, żeby je tam założyć).

dżinsy levis kolaż

Kupiłam je tuż przed obroną licencjatu. Więc musiał to być rok 2010. Do dziś pamiętam, że dostałam na nie studencką zniżkę – 30%. Dzięki, Levis! Szłam w nich składać papiery na studia magisterskie w Lublinie. Zakładałam je, gdy wracałam z Covent Garden w Londynie, gdzie pracowałam w agencji PR. Nosiłam je na plaży Amager w Kopenhadze. Na plaży Barra w Portugalii. Na Ipanemie w Rio de Janeiro. Na innych plażach Brazylii: Florianopolis i Paratach a także, gdy obchodziłam swoje 26 urodziny w Chapada Diamantina w regionie Bahia. W Salvadorze zresztą też. Były wygodne do łapania autostopu do Coimbry oraz spacerowania pełnymi bohemy uliczkami Buenos Aires. Przydały się na granicy Brazylii i Argentyny, czyli w Foz do Iguaçu.

Dziś już nieźle zdarte, ale wciąż się trzymają. W Buenos Aires jeszcze nie miałam tej dziury przy kieszonce. W Lublinie nosiłam je bez paska. Czyli schudłam po studiach. To dobrze.

dżinsy

Naprawdę, czy musimy tyle kupować? Po to, żeby na chwilę cieszyć się jakimiś szmatkami, o których niedługo zapomnimy my i zapomną projektanci mody? Kiedy wchodzę do centrum handlowego, od razu swoje kroki kieruję do kilku wybranych sklepów. To nic, że może w innych znalazłabym coś ciekawego – co z tego, skoro wydałabym nie tylko swoje pieniądze, ale też czas.

Wariujemy od ogromu wyboru. Trzeba wybrać nowy telefon? Niektórzy ekscytują się przeglądaniem ofert i porównywaniem cen. Ja chciałabym mieć to tylko z głowy. Najgorsze, że tak samo traktujemy ludzi – jak rzeczy. Zawsze jako opcję, nigdy jako priorytet. Chcemy ciągle wybierać, przebierać, czekać na lepszą okazję. Mamy na liście wiele rozpoczętych przyjaźni, urwanych konwersacji, nieodebranych wiadomości. Wstawiamy wszystko na on hold – bo może spotkamy kogoś ciekawszego, ładniejszą dziewczynę i chłopca z lepszymi perspektywami.

Dlaczego nie można raz się zdecydować i zabrać ulubioną osobę w podróż? A potem razem przeglądać stare zdjęcia?