Zapach używanych książek unosi się tutaj nad schylonymi głowami tych, którzy nie mówią głośno, ale po cichu czytają. Czasami woń ta miesza się ostentacyjnie z aromatem parzonej kawy, uciekającym z ulicznych kafejek, które są przystanią dla tych, którzy chcą sobie tylko poczytać. Kawa, jej smak i kwiecista różnorodność, aż tak bardzo się nie liczą. To, co ważne, jest zawarte w książce, w słowie, w jednym chińskim znaku. To tu właśnie raz po raz rodzi się świat i dojrzewa nowe życie.

Screen Shot 2016-11-03 at 12.10.32balck_white7

balck_white5 balck_white4

Jestem w Jinbocho, w  tokijskim raju tych, których miłością są książki. Ich historie skończone, jak i nieskończone; te podarte, przybrudzone od herbaty, żółte i wyblakłe od starości i te, których kilka stron zaginęło. Gdziekolwiek się nie ruszę, widzę sklepy, sklepiki i domy handlowe przepełnione zapomnianą literaturą. Nawet ściany budynków są częścią tych pisanych powieści. Gdzieniegdzie lawina ulotnych noweli czy nieczytanych od pokoleń komiksów zalewa chodniki, a kaligrafia poezji przyozdabia szyldy każdej księgarni czy antykwariatu.

Niecodzienny to koloryt w rozhisteryzowanym i betonowym Tokio, gdzie na ulicach króluje armia malowanych lalek i mężczyzn w garniturach. Przez chwilę wręcz kocham ten mały skrawek przemysłowej przestrzeni. Nawet ludzie wydają mi się bliżsi,  jacyś tacy bardziej ludzcy w swych ruchach i mowie.

balck_white13

balck_white19 balck_white18 balck_white17 balck_white16

Zanurzam się w rytm malowniczo opisanych historii, staję się częścią tej urbanistycznej i słownej przyrody. Błąkam się wśród ciasnych uliczek. Znajduję uroczy zaułek, a tam kawiarnię sprzed czasów wojennych. Wchodzę, zamawiam brazylijską kawę, siadam wygodnie i otwieram książkę. Czuję się jak w domu.

balck_white12