122

22 2222

Broniłam się długo. Seszele? Przecież tam tylko bogacze, tam się nic nie dzieje.

Jednak nie dało się nie zauroczyć tym miejscem. Faktycznie – rajskie plaże. Faktycznie – nie zadeptane. Faktycznie – ludzie są przyjaźni i otwarci. Faktycznie – jest to w dużej mierze zasługą tego, że jest drogo. Ale taka właśnie polityka tych wysp ratowała je do tej pory od takich jak my, co to wszędzie chcą wsadzić swój nos.

Trafiliśmy na Seszele dwa tygodnie przed historycznymi wyborami – po raz pierwszy od 40 lat do władzy doszły partie opozycyjne, które miały juz dość postmarksistowskiej partii rządzącej. Tak, marksistowskiej – kto by się spodziewał, że Seszele były “po naszej stronie” za komuny?

Zaskoczyło mnie poczucie braterstwa z innymi tropikalnymi wyspami – nie tylko Madagaskarem i Mauritiusem, ale również wysepkami południowo-wschodniej Azji. Muzyka reggae wydobywa się z większości głośników, a w strojach młodzieży grającej w kosza, lub na rowerach, często widać jamajskie zielono-żółto-czerwone akcenty.

I to właśnie – oprócz pocztówkowych plaż i tropikalnych dżungli – podobało mi się w Seszelach – że jeśli tylko nie zamkniesz się w hotelowym kurorcie i wyjdziesz po prostu na ulicę lub miejską plażę, z łatwością odczujesz prawdziwą, familijną atmosferę tych wyjątkowych wysp…

3333

MIGAWKI Z SESZELI

31 sierpnia

Co środę, koło plaży Beau Vallon, odbywa się nocny targ, Bazar Labrin. Ma być miejscowe jedzenie i muzyka. Więcej nas namawiać nie trzeba.

Na miejscu dym z grillów wywołuje łzy i dusi w płucach. Miejscowi ustawiają się w długie kolejki do najlepszych stoisk z jedzeniem. Muzyka ze straganu z koktajlami dodaje imprezowej atmosfery. Na plaży wielopokoleniowe rodziny siedzą w grupkach, zajadając się przysmakami.

333333333

Kiedy spaceruję wzdłuż stoisk, zatrzymuje mnie niesamowicie intensywny zapach. Klient właśnie kończący transakcję, wskazuje na rybne curry – to stąd ten zapach. Właścicielka, jak dobra ciocia, nie spiesząc się nakłada obfite porcje: ryż, curry, piure z soczewicy, sałatka. Tak, to ona wszystko dziś gotowała, uśmiecha się serdecznie – a ten pan obok, to jej mąż, grilluje rybki dla wygłodniałych klientów.

Siadamy na płożącej się wzdłuż plaży palmie. Pierwszy kęs wybucha w ustach – czuję ostrość, coś cytrusowego, goździki, cynamon, mieloną kolendrę i całą resztę tajemniczej mieszaniny przypraw składającej się na smak masali.

Parę metrów dalej lokalne dzieciaki z piskiem przeskakują fale. Słońce zaczyna zachodzić za horyzontem.

431

1 września

Dziś chcemy się wybrać się na odleglejszą plażę. Petite Anse, przy hotelu Four Seasons, została kiedyś tam okrzyknięta najpiękniejszą plażą świata. Chwała Bogu i rządom seszelskim, które uznały, że plaże powinny być dostępne dla wszystkich, nie tylko dla gości hotelowych.

Nie odważyliśmy się wynająć samochodu. Przestraszyły nas wąskie, kręte drogi – nie tylko górskie, ale również otoczone głębokimi, nieprzykrytymi rowami na wodę deszczową. Przejażdżka rozklekotanym autobusem daje wystarczająco dużo emocji – kierowca przyspiesza na zakrętach, kosi je, sapie pod górkę, by zaraz znowu pędzić w dół. Lokalni pasażerowie nie przejmują się zbytnio – dziewczynka obok właśnie sobie zasnęła, jak gdyby nic.

Kiedy wysiadamy na naszym przystanku, kierowca cierpliwie tłumaczy nam drogę. Daleko! -ostrzega. Nie szkodzi. Drapiemy się pod górę betonową ulicą w południowym skwarze. Kiedy zbiera mi się ochota na narzekanie, droga kończy się u bram hotelu. Ścieżki do plaży nie widać, ani słychać. GPS pokazuje, że jeszcze spory kawałek nam został.

Speszeni, podchodzimy do budki strażnika pięciogwiazdkowego hotelu. Pan zrywa się – ależ oczywiście, proszę się tu tylko wpisać. Resztę trasy pędzimy podstawionym wózkiem golfowym, delikatny wiatr chłodzi nasze spocone ciała. „Jeśli nie wierzysz, że jesteś tu w raju, jesteś idiotą” – mówi amerykański turysta, który wiezie się wraz z nami.

qwqw

5 września

Dziś cały dzień pada. Cóż, bez deszczu nie byłoby ostatecznie lasu deszczowego! Idziemy zatem do dziewiczej dżungli. Wiedzieliście, że na Seszelach jest takie drzewo, które potrafi chodzić? Ma patykowate korzenie i – jak się znudzi – wypuszcza nowe korzenie po jednej stronie. Te, po drugiej stronie, powoli obumierają, aż po paru latach pień może się przesunąć. Niesamowita ta fauna i flora seszelska, nie wspominając już o słynnym coco de mer – orzechu o kobiecych kształtach

323232

2311 31313 3431

8 września

Zaliczyliśmy już wiele niesamowitych, opustoszałych plaż, ale została nam jeszcze ta najsłynniejsza – Anse Source D’Argent. Czytałam, że lepiej iść z rana by uniknąć mas turystów. Nie posłuchaliśmy dobrych rad.

Z daleka widać kite surfera, który wprasza się w kadr żądnych, jak my, broszurkowo pięknych widoków. Z każdym krokiem groza przepełnia mnie coraz bardziej. Prawie dwa tygodnie dzielenia się plażami z garstką innych osób nas zepsuły. Oprócz tłumów normalnych turystów obłażących słynne granity, rozwala mnie panna w białych stringach robiąca sobie selfies z pomocą profesjonalnych lamp. Takich rodem ze studia fotograficznego. Zaraz za nią grupka ludzi biegnie do morza i wrzeszczy w stronę drona z kamerą filmową. Pani w pufiastej sukni ślubnej pozuje z kieliszkiem szampana – tak, można tu zrobić sobie Wedding in Paradise. Ojej, właśnie zaczęło kropić, co się stanie z jej suknią….

313131

4341

3143141

Robimy fotki i uciekamy. Pod koniec intensywnej wycieczki dochodzę do wniosku, że jednak najbardziej lubię oglądać Seszele od spodu.

43431431 4134143143141