Chwilę jej szukaliśmy… Błądząc po omacku w dzień pofestiwalowy, po czterech dniach muzyki i wszystkiego, co się z nią wiąże, marzyliśmy o łyku kofeiny, która podwyższy nam ciśnienie. Brighton budziło się na kacu, tak samo zaspane jak my.

Szliśmy za węchem do kościoła hipsterów, w którym codziennie wylewają swoje tweety. Turyści jedli lunch przy stolikach na dworze, angielskie mewy latały im nad głowami, polując na kawałek bekonu. Byliśmy bez śniadania, to była sprawa drugorzędna. W oczach migotały nam magiczne ziarenka energii, narkotyk XXI wieku. Substancja pachnąca ziemią i korzeniami; ziarno szerokich źrenic i szybszego bicia serca, które skutecznie odurza społeczeństwa na całej kuli ziemskiej.

do edycji zdjec
DSC_1000

do edycji zdjesc

Kawiarnia nie wyglądała londyńsko, rozsiewała za to PRL-owski czar, żółte kolory ścian i zestaw metalowych sprzętów do parzenia kawy potęgował to uczucie. W wielkim oknie rozwartym na oścież jakaś para powoli sączyła kawę. Hipsterów nie było; raczej przypadkowa mieszanka uzależnionych od kofeiny ludzi w różnym wieku.

To nie była zwykła kawiarnia, a raczej palarnia kawy, w której również można było usiąść na kawę i ciastko. Nie wiem, czy kiedykolwiek miałam okazję wypić kawę nie tylko świeżo mieloną, ale też paloną. Metalowe sprzęty pod sufitem przypominały mi o tym, jak mało wiem o tym trunku, który podbił świat.

tyty
do edycji zdjssssec DSC_0961 DSC_0999 DSC_0998

DSC_0987

Polską kawę zalewajkę znam od dziecka. Stała taka błotnista w kuchni na blacie i się parzyła. Kiedy w liceum sporadycznie wpadałam do lokalnej kawiarni, poznałam kawę z maszyny, w wersji latte – z mlekiem i cukrem. W Anglii na studiach królowały kawiarniane sieciówki, do których teraz wstyd chodzić, bo to wielkie korporacje, które z takim namaszczeniem się teraz bojkotuje. I słusznie.

Ale tak naprawdę otworzyły mi się oczy w podróży, bo kawę piło się inaczej. W Wietnamie powoli skapującą do szklanki z ubitym białkiem lub skondensowanym mlekiem, gotowaną w małych garnuszkach po turecku, albo mocne espresso w Portugalii. Kreatywność ludzkości nie znała granic, szczególnie na kofeinowym haju.

DSC_0984

DSC_0980 DSC_0982 DSC_0977 DSC_0973 DSC_0975

DSC_0962 DSC_0963