Biorę do ręki ołówek i zasiadam przy stole. Mam napisać
o drewnie. Co ja wiem o drewnie? Nic.

W jednym z filmów Wong Kar Wai’a główny bohater nosi
w sobie wielką tajemnicę, która zaczyna mu już bardzo ciążyć. Ktoś radzi, aby udał się do lasu, wybrał drzewo, wyżłobił w nim otwór, wyznał swój sekret, a następnie zalepił dziurę błotem.

W pewnej hiszpańskiej wiosce, gdzieś wysoko w górach, mieszka ktoś, kto wie więcej o drewnie niż ja. Przynajmniej tak sobie to wyobrażam.

Wstaje skoro świt, zaparza termos zielonej herbaty, zakłada fartuch
i okulary, włącza radio. Zasiada przy małym stoliku przy oknie. Niby się waha, ale zawsze wie, co robi. Ostrzy narzędzia, układa je przed sobą, dokładnie wybiera lepsze kawałki drewna, aby za chwilę nadać im kształt i przeznaczenie. W każdą łyżkę, widelec i deskę tchnie cząstkę siebie i odrobinę wieczności. Wydłubie wzory, tęsknotę, zostawi ślad. Nawet jak wszyscy zapomną, drewno będzie pamiętać.
Każda rzecz musi mieć swoją historię, swoje korzenie – inaczej nie istnieje.

Zatrzymuję samochód, robię zdjęcie i uciekam. Fot. Eliza Kiljanek

Zatrzymuję samochód, robię zdjęcie i uciekam. Fot. Eliza Kiljanek