Nieodłącznie kojarzy się z latem. Z promieniami palącymi rozgrzane ciało, wakacyjnym poparzeniem opalonych stóp. Z morzem, kiedy wiecznie puchnie w soli, z pyłem wiatru i do niczego niepodobnym zapachem jodu.

Potrafi strzelać w zębach, gdy przypadkowo dostanie się do domowej jagodzianki z lukrem leżącej na kocu. Obkleić każdy wolny centymetr rozpalonej do czerwoności skóry w kremie do opalania. Przybiera różne barw, od spalonych słońcem włosów blondynki, po kolor smoły.

P1150231
P1150366 P1150356

Najbardziej lubię ten drobny jak mak, ledwo wyczuwalny, pozostawiający specyficzny pył na dłoniach. Leci jak w klepsydrze przesuwa się czas. Leżę z książką na kocu, wpatruję się w ziemię, zbyt leniwa by podnieść głowę i czytać. Sennie marzę, wsłuchuję się w narastający szum fal, przepuszczam piach przez palce. Przesiewam, wcieram, zauważam drobne kamyczki, które go tworzą. Migoczą na tle nadmorskiego nieba. Brodzę stopami w lodowatej wodzie Bałtyku, chropowata struktura podłoża masuje.

P1150372
Nad jeziorem piasek ma zupełnie inną strukturę. Bardziej chropowatą, nieprzyjemną. Nie znajduję w nim muszelek i bursztynów, prędzej kolorowe kapsle po napojach różnej maści. Jest ciemniejszy, jego połacie nie kończą się za horyzontem. Nie zna smaku soli, chyba, że od potu. Przeorany przez nasze stopy rozciąga się wzdłuż wody niczym pustynia…