Jesteś na jakiejś diecie? Lub była_eś, ale teraz już w nią nie wierzysz? Albo starasz się przestrzegać większości przykazań, ale czasem zdarza Ci się zgrzeszyć? A może nadal szukasz?

Czytam ostatnio różne artykuły o dietach, wszystko, co wpadnie mi w oko. Jestem ciekawa rozwoju tego tematu szczególnie w Polsce. Rozmawiam o wyborach żywieniowych z rodziną, znajomymi, a czasem nawet z przypadkowymi osobami. Zauważyłam, że ludzie dzielą się na dwie grupy: tych, którzy uważają, że wybór diety jest pożądany, a nawet konieczny oraz tych, dla których „bycie na diecie” jest wymysłem współczesności i czymś raczej negatywnym. Społeczeństwo podzieliło się na wierzących i ateistów, chociaż oczywiście zdarzają się także agnostycy. Wśród wierzących znajdą się też tacy, którzy chcieliby, ale nie mają silnej woli. Nigdy jednak nie przyznają, że jest im wszystko jedno, a spotkawszy kogoś przestrzegającego diety, zapewnią go o swoim uznaniu.

Deska do krojenia

„Wyznaję dietę paleo” – sama napisałam tak kiedyś na blogu. Wcale nie dziwi mnie to, że dieta w naszej kulturze urasta do rangi religii. Jest też przecież na odwrót, tzn. w wielu religiach konieczne jest przestrzeganie żywieniowych zasad. Cóż w tym dziwnego, że jedzenie jest ważne dla ludzi? Zawsze poświęcaliśmy mu dużo uwagi. Teraz spędzamy znacznie mniej czasu przygotowując posiłki (nie mówiąc już o czasie zaoszczędzonym na zdobywaniu pożywienia), więc tę życiową przestrzeń zapełnia zdobywanie wiedzy i umiejętności na temat zdrowego odżywiania. Przeciwnicy diet widzą w tym zjawisku zagrożenie. Uważają, że na społeczeństwie wywierana jest dietetyczna presja. Nie można już jeść normalnie, czyli żyć tak, jakby się chciało. Bo wszystko jest light lub coś-free, a telewizyjne programy kulinarne pełne są dziwacznych przepisów. Po drugie, dieta stała się narzędziem manipulacji. Jest wiele firm zarabiających na rzekomo dietetycznych produktach, które w gruncie rzeczy wcale nie są zdrowe, a często nawet gorsze niż ich oryginalne wersje, ale za to droższe. Z tym nie można się kłócić. Każdy trend w społeczeństwie prędzej czy później zostanie wykorzystany dla zysków. Ale to nie biznesmeni stworzyli potrzebę diet, oni na niej tylko zarabiają.

Autorzy artykułów krytykujących religizację diety często piszą o niej, jakby była jedynie sposobem na szczupłą sylwetkę. Według nich kobiety (bo przecież na dietach są tylko kobiety…) mają bzika na punkcie swojego wyglądu i kieruje nimi wyłącznie pragnienie bycia piękną. Niektórzy zauważają także, że dieta to moda – bo niby fajniejszy jest ten, kto pije kawę z mlekiem sojowym niż krowim (a ja mam im ochotę napisać, że soja nie jest już modna).

Brzoskwinia

Zatrzymajmy się tutaj i ustalmy, czym jest dieta.

Nie jest zbiorem nakazów i zakazów określających, co wolno jeść, a czego nie, by być szczupłym. Dieta ma dużo szersze znaczenie, to cała kultura jedzenia. Prawdziwa dieta ma za zadanie utrzymać ciało w zdrowiu, dawać energię, siły witalne i dobre samopoczucie. Istotne w diecie są nie tylko grupy produktów, ale także jakość żywności. Ważne jest to, skąd pochodzi jedzenie, w jakich warunkach powstało i jaką drogę pokonało, nim do nas dotarło. Stąd kolejne rzekome mody na jedzenie ekologiczne, bez konserwantów, nieprzetworzone.

W dietach często pojawia się jakaś ideologia i nie chodzi tylko o medyczne uzasadnienie, dlaczego lepsze są tłuszcze zwierzęce niż roślinne (lub na odwrót). Trzymamy się swoich diet, bo wierzymy, że to dobry sposób na życie. Nie muszę być weganką, by zależało mi, jak traktowane są zwierzęta hodowlane. Nie muszę być ekologiem, by miało dla mnie znaczenie, czy moje warzywa pochodzą z uprawy monukulturowej.

Dzisiaj wszystko postrzegane jest jako manipulacja. Ale tak samo manipulacją jest reklama mąki bezglutenowej, jak wciskanie nam w co drugim produkcie pszenicy. Bo zawsze ktoś kogoś chce z jakichś powodów do czegoś przekonać. Ja przekonuję, ale mam dobre intencje, chcę być zdrowa, chcę by moi bliscy byli zdrowi i chcę mieć łatwy dostęp do zdrowych produktów, więc im więcej osób nawrócę, tym lepiej.

Chleb i nóż

A czy nie można po prostu rozsądnie jeść nie powołując się na nazwę diety? Można, ale przecież nie o jedzenie tu chodzi. Identyfikacja z grupą ma w tej kwestii bardzo duże znaczenie. Grupy na fejsbuku, czasopisma, książki itp. to całe systemy wsparcia. Korzystając z nich łatwiej wytrwać w postanowieniach, to jasne, ale przede wszystkim satysfakcjonująca jest przynależność do małych społeczności. Taką już to ludzie mają naturę. Nie ma w tym żadnego zagrożenia, a raczej przyjemnie jest obserwować życzliwość między obcymi sobie ludźmi. Osoby wierzące w diety nie są egocentrykami skupionymi na swoim wyglądzie. Często dzielą się swoimi odkryciami z innymi, bo mają poczucie misji, by przekazać wiedzę dalej. Może wydają się przez to fanatykami, ale więcej po nich pożytku niż szkody.

Dobrze jest mieć jasny system wartości, który przekłada się na wszystkie aspekty życia. Nasze codzienne wybory powinny być spójne. Żyjmy świadomie, jedzmy świadomie. Celebrujmy śniadania, obiady, kolacje i spotkania im towarzyszące. Bądźmy jednak wyrozumiali, na świecie jest jeszcze wiele zbłąkanych dusz.