Ile tak naprawdę wiem o Sycylii? Tyle, ile zobaczyłam na wysyłanych z podróży widokówkach i zapamiętałam z lektury Ojca Chrzestnego. Wiem, gdzie znajduje się na mapie, że jest tam o wiele cieplej niż na Pomorzu, a zamiast sadów jabłkowych można tam napawać się widokiem gajów oliwnych i drzewek cytrusowych.

Co wiem o Włoszkach? Wiem, że robią najlepsze makarony, potrafią przygotować cukinię na milion sposobów, pomidory nie mają przed nimi żadnych tajemnic, a kiedy w Polsce hulają największe mrozy, one zbierają cytrusy takich odmian, o których nawet mi się nie śniło. Wiedzą, kiedy i jakie owoce zrywać, które jeszcze powinny powisieć na drzewach, by nabrać bardziej słodko-kwaśnego smaku i jak je odpowiednio przechowywać.

Tej zimy postanowiłam choć trochę poczuć się jak ciemnowłosa Włoszka o bujnych biodrach i przemaglowałam dostępne w Polsce cytrusy na każdy z możliwych sposobów. Przygotowywałam z nich alkoholowe syropy, eliksiry na przeziębienie, skórkę ulubionej limonki dodawałam do każdego niedzielnego ciasta, a grejpfruty, tak popularne wśród odchudzających się kobiet, dodawałam do wysokokalorycznych sałatek.

W czasie moich eksperymentów okazało się, że cytrusy wcale nie muszą być posypywane cukrem albo wciskane do kubka gorącej herbaty, by były smaczne. Grejpfruty i pomarańcze równie dobrze sprawdzają się w towarzystwie soczewicy, sosu balsamicznego i odrobiny syropu z agawy. Wystarczy jeszcze posypać całość pestkami granatu i podprażonymi płatkami migdałów i tadam! Przypominająca swoimi kolorami o ciepłej Sycylii sałatka gotowa!

1 2 3 4 5 6