Zimne, ponure popołudnie. Włóczę się po Krakowie z laptopem na ramieniu i zastanawiam się, jak spożytkować czas pozostały do kolejnych zajęć. Najchętniej przycupnęłabym na tych kilka godzin w jakiejś przytulnej, spokojnej knajpce. Takiej, w której nie poczuję się niezręcznie, gdy skończę już pić swoją kawę, bo dziewczyna za ladą wcale nie zawiesi na mnie wzroku mówiącego: „idź stąd, zapłaciłaś, wypiłaś, a teraz niepotrzebnie zajmujesz miejsce”. Lubię mieć ten komfort i bez wyrzutów sumienia zaszyć się na chwilę w kącie z książką, bez presji.

11100162_984100468281277_1039637997233419245_o 11187854_993025424055448_6716110793779251423_o 10006049_1054471597910830_1919793170520353895_o 13340220_1217596421598346_8845954298556019938_o 13662203_1257735214251133_7744020050322232169_o

Takim właśnie miejscem jest Coffee Street przy ulicy Dolnych Młynów. Malutkie, ale za to przytulne wnętrze skutecznie przyciąga przechodniów; z ogromnego okna zawsze sączy się ciepłe światło, a aromat kawy czuć niemal na chodniku. I to bardzo dobrej kawy! A przede wszystkim dużej (wreszcie ktoś wpadł na to, by parzyć ją w wielkich kubkach zamiast w miniaturowych filiżankach).

To, co równie mocno jak kawę polubiłam w Coffee Street to muzyka. Jest zupełnie nienachalna, dzięki czemu z powodzeniem można się przy niej skupić, a jednocześnie na tyle dobra, że wsłuchanie się w nią zwyczajnie sprawia przyjemność. Dodatkowym plusem dla tego miejsca jest fakt, że w tygodniu otwiera się już o 6.30 – idealna okazja, by zacząć dobrze dzień od pysznej kawy.

12095127_1667232313522377_276495815429751622_o

Dobrą alternatywą śniadaniową jest również Kaboom przy Kraszewskiego. Maleńka, względnie niedawno otwarta, kawiarenka oferuje szeroki wachlarz pysznych i zdrowych kanapek i oczywiście pachnącą kawę. Można też zostać na obiad – nie wiem, który jeszcze lokal w Krakowie serwuje takie cuda jak krem z buraczków z fetą, czy zupę marchewkowo-paprykową z gorzką czekoladą w formie posypki. Brzmi smacznie? Jeśli wystarczająco mocno zauroczy świat smaków, w Kaboom można również kupić gotowe przetwory owocowo-warzywne czy aromatyczne syropy.

13501742_908437635951620_1620865321941836624_n

W porze obiadowej warto też zajrzeć do Bococa Bistro przy Placu Inwalidów. Przyznam, że to miejsce na pierwszy rzut oka wydaje się nieprzyzwoicie hipsterskie; prawdopodobnie takie wrażenie zawdzięcza po części menu, które jest wypisane drobniutkim maczkiem kredą na ścianie za barem, a może też trochę wystrojowi wnętrza? Ceny dań też nie wydają się być specjalnie studenckie. Jednak fakt, że popołudniu przeważnie jest tam tłoczno, jest najlepszym dowodem na to, że jedzenie w Bococe jest naprawdę dobre. Oszalałam na punkcie gęstego jak jogurt kremu z kukurydzy z musem pomidorowym, kurczakiem i imbirem. Smaki są zawsze oryginalnie ze sobą skomponowane, porcje naprawdę duże i sycące – warto więc zrobić swoim kubkom smakowym prezent.

Jeśli masz ochotę przenieść się w czasy PRL-u w odrobinę bardziej namacalny sposób niż poprzez oglądanie filmów, koniecznie odwiedź Klub herbaciany „Nie lubię poniedziałków” przy ulicy Szlak. Wnętrze robi wrażenie już od progu – ściany są wyłożone błyszczącymi płytkami i obklejone licznymi rysunkami i plakatami, a każdy mebel jest dosłownie z innej parafii. Znajdziesz tam skórzany fotel, starą kanapę czy fotel na biegunach; początkowo wydaje się, że nic do siebie nie pasuje, a jednak tworzy bardzo specyficzny klimat. Ukoronowaniem jest lada barowa zrobiona… ze starego kredensu. Jest on wbudowany w ścianę i obklejony dziesiątkami pocztówek, które sympatycy Klubu wysyłają lub przywożą z odbytych podróży. Rzecz, która czyni Poniedziałki oryginalnym miejscem, to odbywające się tam wydarzenia. Prawie codziennie coś się dzieje – często kameralne koncerty bądź bluesowe jam session, jednak są też imprezy cykliczne: rysowane niedziele (każdy, kto przyjdzie, dostaje zestaw małego artysty, czyli kartkę i ołówek i może przelać swoją kreatywność na papier), turnieje szachowe czy wieczory piosenki wszelakiej, kiedy każdy może przyjść z własnym instrumentem lub głosem i zaprezentować swoje muzyczne zdolności na mini scenie. Warto pamiętać, że w weekendy Poniedziałki przeżywają istne oblężenie – im szybciej przyjdziesz, tym większa szansa, że znajdziesz wolne krzesło.

Osoby bardziej imprezowo nastawione powinny koniecznie zajrzeć do Pierwszego lokalu na Stolarskiej po lewej stronie idąc od Małego Rynku. Pomijając chwytliwą i jakże praktyczną nazwę, jest to naprawdę miłe miejsce na wieczorne piwo ze znajomymi. Największe wrażenie zawsze robi na mnie środkowa sala, gdzie w jednym kątku stoją ogromne, miękkie fotele. Z kolei dwie kanapy stojące naprzeciwko sprzyjają towarzyskim integracjom; dodatkowo znajdują się przy wysokim na całą ścianę oknie, dzięki czemu można obserwować uliczny gwar. Zimą przy kanapach stoi mała koza (piec), przy której miło ogrzać zmarznięte dłonie.