Był chłodny letni dzień. Chmury urządziły sobie wyścig z czasem. Wiatr im w tym pomagał, a kapryśny deszcz tylko przyglądał się gdzieś z boku. Nadchodził tajfun. Taki z prawdziwego zdarzenia, rzadko spotykany w północnej Japonii, w Tohoku. Życie toczyło się dalej, tak jakby nic miało się nie wydarzyć. Przyroda jednak cicho przygotowywała się na gwałtowne zmiany. Ludzie, przeciwnie, spali.

Nie spała za to Pani R., sklepikowa,  przykuta do lady w drewnianym malowniczym domku, usytuowanym gdzieś w Iwate, dodajmy na skałach, nad nie aż tak spokojną rzeką. Bardzo gadatliwa i ekspresyjna, była żywym przeciwieństwem stereotypowej nieśmiałej Japonki.

Niestety, nie dała sobie zrobić zdjęcia, ani też drewnianym lalkom Kokeshi, które nieustannie przyciągały moją uwagę. Bo tak mi się przyglądały, z grymasem na twarzy, a może nawet jakimś zaciekawieniem.

kokeshi - iwate 4

Ręcznie malowane, ozdobione odcieniami ukochanego błękitu, kontrastującego idealnie z wściekłą czerwienią. Starannie wystrugane i wypolerowane. Noszące kimono, ozdobione kwiecistymi wzorami, listkami, gałązkami, a nawet paskami. Było w ich urodzie coś magicznego, ale też przerażającego. Jedne się lekko uśmiechały, inne śmiały się do rozpuku. Były też takie skupione i zamyślone, jeszcze niektóre smutne i nieśmiałe. Cała gala różnorodnych charakterów: kobiet, mężczyzn i dzieci. Zupełne przeciwieństwo Barbie, Kena i ich nudnej rodziny.

Zdziwiłam się, kiedy to Pani R. oznajmiła, ożywiona moim niekłamanym zainteresowaniem folklorystyczną sztuką Tohoku, że pierwotnie to były zabawki dla dzieci. Ale takie czarodziejskie, bo zawierające życzenie, by dziecko było zdrowe i tryskało energią. Dziś to tylko relikt bogatej w folklor i rozmaite legendy zamierzchłej Japonii, tak skrupulatnie zapomnianej przez większość autochtonów.

modelowanie drewna modelowanie drewna 1 malowanie kokeshi

Kokeshi, jak rdzenni mieszkańcy Tohoku wierzą, nadal kryją w sobie magiczne moce. Są talizmanem chroniącym ludzkie przybytki od niechcianych duchów i wędrujących youkai –  nadprzyrodzonych zjaw i dziwnych stworów.

Niewątpliwie stają się symbolem zapomnianych zwyczajów i tradycji tak żywo związanych z regionalnym folklorem, który tu – w Tohoku, miał swoje korzenie.  

Być może ich czar, a także wdzięk ludzkiego rękodzieła, odrodzi zakurzone rytuały i nada im nowe znaczenie?  Niestety, tylko nieliczni nieprzerwanie dają im życie poprzez swój artyzm i miłość do starych tradycji i sztuki – tej prastarej, archaicznej – wyrosłej w czci ku naturze.