Szczęk sztućców i talerzy. Surowe wnętrze, metalowe ławy i krzesła przywodzące na myśl podstawówkę.  Wchodząc wiemy, że przekraczamy próg do innego świata. Świata, w którym celebruje się nie tylko chwile spędzone z bliskimi przy stole, ale przede wszystkim to co ląduje na talerzu.

Przy samym wejściu stoją ogromne worki z mąką. Mąką, która produkowana jest tu, na miejscu. Ziarna pochodzą od lokalnych producentów, a bochenki chleba dumnie piętrzą się na stoliku. Uśmiechnięty kelner prowadzi nas do naszego stolika. Warto go wcześniej zarezerwować, bo podobno tłumy walą tu drzwiami i oknami, aby tylko móc skosztować dań serwowanych w Silo.P1190338 P1190321 P1190312

Silo to nie tylko restauracja, to projekt, w którym chodzi przede wszystkim o szacunek dla środowiska, dla sposobu w jaki wytwarzana jest żywność oraz szacunek dla pożywienia, którym karmimy nasze ciała. Meble pochodzą z upcyclingu i zostały wytworzone z materiałów, które w innym wypadku zostałyby zmarnowane. Talerze wytworzone z plastikowych torebek, stoły zrobione z przemysłowych płyt podłogowych, ławki wykonane z ram szafek na dokumenty, a szklanki na wodę to po prostu słoiki po dżemach.

Silo wyznaje politykę zero-waste tak więc wszelkie produkty dostarczane do restauracji muszą być przechowywane w skrzyniach, pojemnikach, słoikach wielokrotnego użytku. Wszelkie odpadki lądują w maszynie, która w 24 godziny jest w stanie wyprodukować ponad 60 kg kompostu. Jako, że sama restauracja nie jest w stanie go wykorzystać część oddaje lokalnym producentom, a część sprzedaje.

To wszystko brzmi tak abstrakcyjnie… To przecież takie proste… Dlatego więc zastanawiam się wciąż tak mało popularne?

P1190317 P1190316

P1190327 P1190308 P1190306

Kiedy już wygodnie siedzimy, decydujemy się na degustację piwa własnej produkcji Silo. Dostajemy świetnie schłodzony genialny napój, który jednak  tylko zaostrza nasze apetyty. Z karty wybieramy kilka dań, tak aby móc spróbować jak najwięcej. Mamy rewelacyjne miejsce, z którego możemy obserwować pracę kucharzy. Są skupieni, widać, że mają ustalony schemat działania, każdy zajmuje się poszczególnym etapem przygotowania dania. Na stole lądują przystawki. Kelner podchodzi i dumnie opowiada o tym co znajduje się na naszych talerzach. Biorę pierwszy kęs, a z nim przychodzi eksplozja smaków. Różne struktury i temperatury. To niby tylko grzyby, ale sos i doskonale dobrane przyprawy sprawiają, że jest to danie wyjątkowe. W pamięć zapadł mi również wyborny chleb. Chrupiąca skórka, miękki środek, delikatnie posmarowany masłem (oczywiście ich wyrobu). Zamykam oczy i jestem w domu, gdzie jako dziecko po drodze z pobliskiej piekarni podjadałam jeszcze ciepły chleb prosto z papierowej torby. Jeszcze słyszę te kłótnie o to kto zje piętkę…

To niesamowite jak poszczególne smaki mogą podziałać na wyobraźnię. W daniu głównym smakiem przewodnim był fenkuł. Mimo, że nie jest to moje ulubione warzywo to kojarzy mi się z czasem gdy mieszkałam we Włoszech. Moja ówczesna współlokatorka do domowej sałaty zawsze dorzucała właśnie koper włoski. Taka sałatka mogła towarzyszyć tylko rewelacyjnym stekom z farmy jej rodziców pod Neapolem… I nagle z Brighton zawędrowałam myślami tak daleko…

Talerze wyglądają jak małe dzieła sztuki. Jadalne kwiaty, świeże zioła, sosy o różnych kolorach i konsystencjach. Z przyjaciółmi zamykamy oczy i próbujemy identyfikować smaki. Rozkoszujemy się każdym kęsem. Traktujemy to jako wyjątkowe doświadczenie, a nie wyłącznie kolację.

Często wracam myślami do tego miejsca i zastanawiam się dlaczego wszyscy nie nauczyliśmy się podchodzić do jedzenia z takim szacunkiem. Czy dostrzegać jego związki z odpowiedzialnością społeczną. W Silo wierzą, że skoro jakiś produkt ląduje w ich kuchni to należy mu się szacunek i trzeba wykorzystać go w 100%. Stąd nowe połączenia smakowe, odkrywanie tego co można zrobić z niewykorzystywanych wcześniej produktów.
P1190319

P1190310