Byłam oszołomiona. Nie spodziewałam się aż tak intensywnej zieleni, zachwycającej i pachnącej ziemią szczęśliwą.  Glebą uśmiechniętą, bogatą w zaprzeszłe doświadczenia, i karmiącą przeszłe, teraźniejsze i przyszłe pokolenia. Chciałam ukraść ziarnko tej przestrzeni i zasadzić je w ogródku na mym tokijskim balkonie, by choć w mikroskali mieć ten urokliwy krajobraz. Tak, chociaż na chwilę, gdy zwątpienie w cementową przyrodę przybiera na sile, tak po prostu, by wierzyć, że natura jeszcze istnieje.

Złodziejem jednak nie jestem. No, może tylko w wyobraźni. Zresztą on patrzył na mnie spod nosa, prawie urwanego przez gwałtowne wiatry. Miał czerwoną czapkę na główce i wyglądał na zmęczonego, ale też – o dziwo! – szczęśliwego. Bo ludzie jeszcze o nim pamiętają i czczą jego siłę. A trzeba przyznać, że posiada on nie lada moce.

tano kansa - rice fields in the morning
tano kansa3
tano kansa - landscape

Kami no kansa, bo o niego tutaj chodzi, strzeże pól ryżowych na rozległych bajkowych terenach południowej Japonii, w Kagoshima, gdzie miejscowi żyją jeszcze w zgodzie z naturą i jej odwiecznymi prawami. To tutaj, co roku, gdy wiosna rozbudzi się zapachem kwitnących wiśni, Kami no kansa schodzi ze swych górskich pieleszy i wita rolników szerokim uśmiechem.

Jest on tu stałym gościem, przyjaźnie witanym i mile widzianym. Gdyby nie on i jego opieka, ryż byłby jałowy, zieleń nie zielona, a góry gołe i łyse. Świat już nie byłby taki sam. Jednakże on uparcie przychodzi i chroni to, co ludzie w pocie czoła wypracują. Ale nie za darmo. Wymiana musi być sprawiedliwa – w przyrodzie nic nie zachodzi bez równowagi wszechświata. I tak oto dostaje czerwoną czapkę, niekiedy szalik, papierowy naszyjnik w odcieniu najszlachetniejszej bieli, a nawet małe pomarańcze i gałązki bambusowe.

tano kansa - rice planting tano kansa - rice fields1 tano kansa1

Co niektórzy organizują mu festiwale, na których hucznie tańczy w rytm folkowej muzyki, zajada się regionalnymi smakołykami i zapija swą boską duszę wódką zrobioną z ziemniaków. I gawędzi wesoło z innymi i integruje się z ludzką kulturą. Bo tak na co dzień to samotnik, introwertyk, skupiony na odwiecznej opiece. Nie lubi gwaru, huśtawki nastrojów i człowieczej paplaniny.  

Jesienią, gdy liście zmieniają się w ognistą czerwień, znika ze swego stanowiska i udaje się na odpoczynek w góry, gdzie staje się górskim bogiem. Ale tęskni wtedy za polami ryżowymi, bo tylko tam czuje się jak w domu, bo tylko tam jest sobą i tylko tam szanują jego boskość.

1