Uważam, że dobrze będzie uświadomić młodym parom myślącym o założeniu wspólnego gospodarstwa domowego, jakie sztućce powinny się znaleźć u nich na stole – chodzi mi o pełny zestaw – jeśli nie chcą źle wypaść przed jakąś księżną.

Z sondażu, jaki przeprowadziłem wśród najpoważniejszych sprzedawców serwisów stołowych, wynika, że każdy element zastawy ma określone przeznaczenie, że każda sytuacja wymaga innych sztućców (dość wspomnieć o znanych wszystkim sztućcach do ryb) i że za żadne skarby nie wolno do określonego dania podawać sztućców przeznaczonych do innej potrawy. I tak, istnieje wiele rodzajów noży do befsztyków – od noży zwyczajnych przez noże w kształcie brzytew po te z ząbkowanymi ostrzami czy też noże piły (całkowicie inne od tamtych). Istnieją też noże faliste, które są ostre tylko we wcięciach, dzięki czemu tępe ząbki nie niszczą talerzy, a i miejsca zaostrzone się nie tępią.

Można znaleźć też sztućce do fondue i do langusty. Istnieje nożyk do obierania pomarańczy z falistym ostrzem i dużym zębem na końcu: ząb służy do nacinania owocu tak, by nie naruszyć miąższu, falista część zaś do zdejmowania pasów skórki.

Jest też nożyk do tartinek, a także nóż barowy zaopatrzony w ząbek do otwierania kapsli, faliste ostrze do obierania owoców i dodatkowo trzy ząbki pozwalające nabić plasterek cytryny i włożyć go do szklanki.

Istnieje ponadto nożyk do wycinania paseczków ze skórki cytrynowej, które to paseczki dodaje się do herbaty. Wiadomo przecież, że smak bierze się nie z soczystego miąższu cytryny, lecz z olejku wypełniającego pęcherzyki znajdujące się w skórce owocu. Nożyk taki przecina więc owe pęcherzyki, wskutek czego skórka może oddać cały swój aromat.

Są także noże o ostrzu jak wachlarz służące do wycinania frytek oraz noże do wycinania cieniutkich wstążek z marchewek, ziemniaków, skórek pomarańczy i cytryn. Spotkać też możemy noże do owoców wyglądające jak skalpele. Są noże do grejp­frutów i specjalne łyżeczki do grejpfrutów – te mają z kolei kształt cząstek tego owocu. Jest urządzenie w kształcie otwartej rurki wyposażonej w rączkę: służy ono do wycinania gniazd nasiennych z jabłek i gruszek. Istnieje nóż jak łyżka, który pozwala ze zwykłych ziemniaków wyciąć „młode” ziemniaczki. A kto nie zna noża do nacinania kasztanów? Czy może go zabraknąć w szykownym domu? A jeśli księżna, ot tak, dla kaprysu, zażyczy sobie akurat pieczonego kasztana, to co wtedy?

Jest nóż do pomidorów, szeroki, okrągły i ząbkowany. Kiedy nim kroisz, plaster pomidora sam się nasuwa na jego szerokie ostrze, dzięki czemu możesz przełożyć go na talerz bez dotykania palcami, którymi chwilę wcześniej czegoś szukałeś.

W kuchni, wiadomo, nie może też zabraknąć nożyków do rozmaitych celów, celów, do których jeszcze nie wymyślono właściwych instrumentów. Potrzebujemy również noża do makaronu – bo jak inaczej wycinać wstążki? – a także zygzakowatego kółeczka z rączką, którym możemy ciąć ciasto francuskie niczym płachtę materiału. Przydadzą się ząbkowany nóż do chleba oraz okrągły nożyk do robienia wiórków z masła. Powinny się też znaleźć specjalna łopatka do ciast – koniecznie ze srebra – oraz sztylecik do otwierania małży. Istnieje także inny rodzaj sztylecika, długi i szeroki, o kształcie przepołowionego jajka, służący do odrywania kawałków sera grana padano[1] – już na samą myśl o tym ślinka cieknie.

Przydałby się nóż do czyszczenia grzybów oraz inny do obierania ziemniaków – ten drugi ma podwójne ostrze pozwalające regulować grubość obierków. Istnieją ponadto noże do szparagów, szczypce do szparagów, nie mówiąc o odpowiednich narzędziach (szczypcach) do ślimaków oraz widelczykach do nich. Ale o czym ja tu mówię, a noże do serów?

I tak: nóż stołowy z szerokim ostrzem, czyli nóż do wszystkiego; nóż krótszy, ale za to z dużo szerszym ostrzem i rączką umieszczoną dwa centymetry wyżej do serów miękkich; nóż z dwoma regulowanymi ostrzami do krojenia ementalera na plastry; nóż łopatka do taleggio[2], jeszcze inny nóż do jeszcze innego sera. Szeroki, półokrągły nóż do mozzarelli, dość szeroki nóż do gorgonzoli; krótki i szeroki nóż z zaokrąglonym czubkiem – śmieszny, ale ładny – do rozsmarowywania masła na kanapeczkach; nóż do tych kanapeczek: mały i z falistym ostrzem, dzięki czemu, krojąc, nie zgnieciemy ich; średniej wielkości nóż z czubkiem obróconym pod kątem prostym i zakończony trzema haczykami do serów półtwardych – krój i nakładaj; wreszcie, taki sam nóż, tyle że z haczykami przypominającymi strzałki, do serów bardziej miękkich – dzięki skrzydełkom kawałek sera nie ześlizguje się, gdy przenosimy go na talerz.

Istnieją też specjalne noże do polenty[3]: są drewniane i miewają rączki w kształcie kolby kukurydzy. Mają bardzo rustykalny charakter i świetnie pasują do sytuacji. Poza tym wszyscy, którzy widzą taki nóż na stole, reagują niepohamowanym zdumieniem, jakby chcieli powiedzieć „jakże odważna jest nasza pani domu!”. Ale pani, proszę pani, jest spokojna, bo drewno i trzonek w kształcie kukurydzy pasują do polenty. Po jakimś czasie wszyscy to dostrzegą i wówczas obdarzą panią uśmiechami zadowolenia wzmożonego i tak wyśmienitym smakiem potrawy.

Powyższa lista niezbędnych sztućców jest, rzecz jasna, niepełna, bo powinny na niej figurować między innymi łyżki – od łyżek stołowych po łyżki do lodów, od łyżeczek dla dzieci po łyżeczki do truskawek. Brakuje też chochli, sitek, otwieraczy do puszek, korkociągów, widelcołyżek i widelconoży. Nie znalazł się na niej sprężynowy przyrząd do nabierania spaghetti, nie ma też szczypczyków do cukru, lodu ani dziadka do orzechów włoskich, dziadka do orzechów laskowych, dziadka do migdałów. Nie ma też widelczyka do kaparków, widelczyka do oliwek, łyżki do ossobuco[4], łopatki do omletu, nożyc do drobiu, szczypiec do żab i dziurkowanej łyżki do smażonych kwiatów cukinii.

Jeśli wprawia was w zakłopotanie cały ten (niepełny) zestaw sztućców, ich koszt oraz konieczność zamówienia mebla, który miałby to wszystko pomieścić, jeśli nie daje wam spokoju konieczność wyboru stylu i rodzaju zastawy stołowej (bo rozumie się samo przez się, że wszystkie te sztućce mogą mieć rączki ze srebra, stali, porcelany, rogu, zwierzęcych łapek, pleksi, plastiku i tak dalej i że mogą być w stylu nowoczesnym, bardziej nowoczesnym, jeszcze bardziej nowoczesnym, lub też dawnym, dawniejszym, najdawniejszym, ale także poważnym, śmiesznym, dystyngowanym, efektownym, bogatym lub ludowym – co kto lubi) – jeśli zatem chcecie tego wszystkiego uniknąć, to możecie w zastępstwie używać sztućców japońskich. Wiadomo, będzie to tylko namiastka – może i oryginalna, ale jednak namiastka. Niemniej, sztućce japońskie nie wywołują w nikim kompleksu niższości, a przy tym nie trzeba ich myć, bo zaraz po użyciu się je wyrzuca. A ponieważ nikt ich nie przechowuje, nie kuszą złodziei. Sztućce te kosztują bardzo niewiele i można je kupić w dużych sklepach w paczkach po sto sztuk. Są zrobione z naturalnego drewna i mają długość dwudziestu czterech centymetrów – wyglądają jak duże wykałaczki. Posługiwanie się nimi jest dość proste: potrawy zawczasu kroi się na małe kawałki i już.

Miliony ludzi używają ich od tysięcy lat. My nie. To byłoby za proste.

Bruno Munari
Fragment pochodzi z książki Dizajn i sztuka
przełożył Mateusz Salwa
Wydawnictwo d2d.pl, Kraków 2014
DSC1215-1024x683

 

[1]     Twardy ser produkowany m.in. w Lombardii, przypominający parmezan.

 

[2]     Półmiękki ser produkowany m.in. w Lombardii.

 

[3]     Potrawa przygotowywana z gotowanej mąki kukurydzianej (rodzaj mamałygi), charakterystyczna dla kuchni północnych Włoch.

 

[4]     Duszona gicz.