Pod moim oknem jest teatr. Wstyd się przyznać, ale do tradycyjnego nie chodzę. Nocami za to, kiedy moje mieszkanie milknie, gapię się w okno i wypatruję aktorów. Stoję w pierwszym rzędzie. Miejsc siedzących nie ma, nie byłoby nic widać.

Teatr ma swoje zasady. Brak interakcji z widownią, która stoi za szkłem. Nie słychać dialogów, które zlewają się w hałas ulicy. Aktorzy nie są znani z nazwisk, nierozpoznawalni z twarzy. Scenariusz pisze noc.

7

Noc 1 ślubna

Suknia panny młodej świeci w reflektorach przejeżdżającego samochodu. Trzyma rękę przy twarzy, wzruszona zasłania usta, choć może mało subtelnie drapie się po policzku, lub po prostu ziewa. W końcu jest dosyć późno. Ja bym ziewała, po północy oczy mi się same zamykają.

Dramat, najpewniej, myślę sobie i patrzę jak tłum weselny skacze w kółeczku. Może śpiewają a capella? Nie słyszę. Pan młody to ten w muszce, decyduję. Przyglądam się dokładniej i zauważam kamerzystę ubranego na czaro. Nagrywa. Czyżby teatr telewizji?

6

Noc 2 przebierana

Dzisiaj to tylko grają horrory. Pod oknem grupa chirurgów w kolorowych kapelusikach. Naradzają się chyba, dużo gestykulują. Podobizna Frankensteina blado świeci w oknie. Być może planują stworzenie nowego?

5

3

Noc 3 policyjna

Dzisiejszy spektakl to kryminał. Policja zjechała się jak muchy. Zaparkowali na ukos, pewnie z piskiem opon. Latają w grupkach, trudno nadążyć za akcją. Ofiary i sprawcy brak.

1

Noc 4 pracująca

Dwóch mężczyzn w odblaskowych kombinezonach pracuje o nieludzkiej porze. Sztuka abstrakcyjna – narysowali kwadrat na ulicy. Być może niedługo zawiśnie w londyńskiej galerii?

Zdjęcia: Maciej Kosiło